22 kwietnia 2017

Sell in May 2017 w Warszawie

Wzrosty cen akcji notowane na naszej giełdzie rozpoczęły się w drugiej połowie listopada ubiegłego roku, czyli w okresie najsłabszego tempa wzrostu gospodarczego w okresie kilku ostatnich kwartałów. Naturalnym wytłumaczeniem zwiększonego popytu na GPW były więc oczekiwania na poprawę sytuacji gospodarczej. Kolejnym motywem do wzmożonych zakupów okazała się wręcz euforyczna reakcja giełd na wynik wyborów prezydenckich w USA. Donald Trump zapowiadał program wsparcia amerykańskiego biznesu poprzez najróżniejsze narzędzia stymulacyjne, z których większość wpisuje się w liberalny nurt ekonomii. Inną istotną przyczynę poprawy koniunktury na warszawskim parkiecie stanowiła, trwająca niemal od początku 2016 r., zdecydowana poprawa notowań cen akcji na rynkach wschodzących. A na tym tle nasze indeksy wyglądały wyjątkowo blado. Polskie akcje w listopadzie były jednymi z najbardziej atrakcyjnych na świecie, przy uwzględnieniu potencjalnego zysku do ponoszonego ryzyka, w średnioterminowym horyzoncie analizy.

Jednak już po kilku miesiącach hossy te warunki znacząco zmieniły się. Nasza gospodarka już przyspieszyła, czyli spełniły się nadzieje i optymistyczne prognozy. Jednak pod dużym znakiem zapytania pozostaje nie tylko dalsze zwiększenie tempa wzrostu, ale nawet utrzymanie obecnego. Prowadzeniu biznesu w Polsce bardzo przeszkadza niepewność prawna, efektywne zwiększenie poziomu opodatkowania, nasilające się braki wykwalifikowanych pracowników. Inwestycje prywatne kuleją, a proces uruchamiania środków unijnych okazuje się drogą przez mękę. Bardzo liczymy na wzrost konsumpcji, napędzany w dużej mierze transferami socjalnymi. Jednak to zdecydowanie za mało, aby stabilnie rozwijać gospodarkę, a w skrajnej formule grozi wręcz scenariuszem greckim.

Zagraniczne stymulatory polskiej kilkumiesięcznej hossy również osłabły. Plany wdrożenia probiznesowego programu nowej amerykańskiej administracji odkładają się w czasie. A nawet zaczyna być kwestionowana ich realność, ze względu na poważne polityczne porażki Donalda Trumpa na początku jego kadencji. Hossa na rynkach wschodzących nie ma już takiej dynamiki, a w czasie naszej mocnej zwyżki cen akcji inne rynki notowały zyski o kilka, kilkanaście procent niższe. Nie stanowimy już takiej atrakcji cenowej na światowych rynkach akcji, a można znaleźć wiele krajów z rynków wschodzących o znacznie ciekawszych perspektywach gospodarczych.

Co w takiej sytuacji może podtrzymać hossę? Polski kapitał. Ale ten prywatny angażuje się zazwyczaj, gdy widzi ciągłe zwyżki indeksów trwające przynajmniej kilka miesięcy. Od kilku tygodni jednak trudno już mówić o hossie, raczej o trendzie horyzontalnym. Natomiast polski kapitał instytucjonalny pozostaje mocno uzależniony od zmian w sferze prawnej. A tu dzieje się dużo. I nie zawsze interesy akcjonariuszy polskich spółek są uważane za równoprawne z interesami innych podmiotów.

W takim otoczeniu trudno o optymizm odnośnie najbliższej przyszłości koniunktury giełdowej na GPW. Jednak nie można wykluczyć i pozytywnych impulsów rozjaśniających ten obraz. Jak choćby pomyślny wynik wyborów prezydenckich nad Sekwaną, który chyba już definitywnie oznaczałby początek odwrotu fali populizmu w Europie. Również odradzająca się gospodarka europejska mogłaby istotnie wesprzeć giełdy Starego Kontynentu, w tym polską. Takich potencjalnych – przyjaznych dla GPW – bodźców można znaleźć znacznie więcej. Z tego względu jakakolwiek większa korekta spadkowa na naszym rynku akcji byłaby zapewne bardzo dobrą okazją do ich zakupów po atrakcyjnych cenach, a nie zapowiedzią długoterminowego (wielomiesięcznego) załamania koniunktury na warszawskim parkiecie.

Alfred Adamiec
Zarządzający Aktywami w Niezależnym Domu Maklerskim SA